środa, 11 grudnia 2013

Dzyń, dzyń, dzyń....

Dziś nie będę dużo pisać, ostatnie dwa tygodnie bardzo intensywne. Ze świątecznych klimatów cóż, czuję się jak szalony renifer w galopie. Problemy zdrowotne dziecka - akcja szpital, pracowicie - akcja świąteczne warsztaty rękodzieła -dla fundacji Rak'n'Roll i szpital onkologiczny plus codzienne warszawskie tempo, zaległe sprawy, bieżące sprawy..., a w efekcie przeziębienie, a i realizacja zamówień na świąteczne prezenty!
Do tego wszystkiego podpierając się nosem dałam się wkręcić mojej córce w weekendowe pieczenie pierników, jak nam się to udało nie pytajcie, sama nie wiem. Zdjęcia pierników wkrótce chyba, że się nie ostaną do świąt, bo znikają w jakiś magiczny sposób ;) Uściski i do piernikowej relacji!