niedziela, 7 kwietnia 2013

Scrapbookingowy maraton

 Jakiś czas temu otrzymałam zaproszenie na dzień otwarty Scrap & Art połączony z warsztatami. Planowałam większe zakupy do pracowni. Kolorowy asortyment tych wszystkich cudowności tak mnie przytłoczył, że podobało i przydałoby mi się absolutnie wszystko! Część rzeczy już mam więc powstrzymałam się resztką zdrowego rozsądku od nie przemyślanych zakupów, bo wszelkiego "przyda się" mam już sporo! Zrobię zakupy na chłodno przez internet w późniejszym terminie.
Żyję w ciągłym biegu więc dopiero w ostatniej chwili przed dniem otwartym i warsztatami sprawdziłam adres i okazało się, że impreza odbywa się w mocno zniszczonej i niecieszącej się najlepszą reputacją części Warszawy. Mąż przed moim wyjściem wprawił mnie w konsternację sugerując, żebym lepiej nie zabierała ze sobą torebki i nie przechodziła blisko bram. Do tego pogoda wczoraj również nie była zbyt zachęcająca. Wszystko tego ranka wydawało mi się szare, zszarzałe lub poszarzałe. Nie przypuszczałam, że szarość może mieć tyle odcieni i występować niemal wszędzie. No i jeszcze przyplątał się do mnie ból głowy. 
Na szczęście na warsztatach poznałam kilka przesympatycznych osób, a i same prowadzące Ania i Olga okazały się wyjątkowe i chętnie dzieliły się swoją wiedzą i doświadczeniem w materii scrapbookingu. Dotychczas miałam tylko nikłe pojęcie o sztuce scrapbookingu (dzięki Magdzie i Wiktorii), bo niewątpliwie to sztuka. 
Odbyłam prawdziwy maraton scrapbookingowy... 
Dzięki wspaniałym nauczycielkom z pod moich rąk wyszedł bejltramik, dwie kartki i pozytywnik. 
Niestety na smash zabrakło mi pomysłów i energii, bo nie udało mi się zjeść obiadu w przerwie (jeśli jedzenie w barze na rogu jest równie smaczne jak niezbyt miła obsługa to cieszę się, że nie było dane mi się tam stołować bo groziłoby to niestrawnością).
Na tle prac innych uczestniczek warsztatów (w porównaniu ze mną miały olbrzymie doświadczenie) prace mojego autorstwa wypały skromnie. Po powrocie do domu mój największy krytyk czyli moja córka oceniła te zmagania bardzo wysoko więc generalnie jestem zadowolona.
Reasumując: dzień nie należał do najłatwiejszych, ale nie straciłam torebki choć miałam w niej trochę  gotówki, zginął mi tylko nożyk do precyzyjnego wycinania (chcę wierzyć, że ktoś omyłkowo zabrał mój nowiutki nożyk, a zostawił swój uszkodzony), szarość udało mi się przemienić na róże, turkusy, błękity i brązy, poznałam kilka przesympatycznych osób i wiele się nauczyłam. Mam nadzieję, że uda mi się tę wiedzę wykorzystać w moich projektach :-). Głodna i zmęczona, a jednak kreatywnie spełniona wróciłam do domu
A oto i moje prace:
Kobiecy bejltramik
Kartka z motylami
Kartka z bluszczem
Pozytywnik