niedziela, 12 maja 2013

Opowieści różnej treści czyli po trochu o wszystkim...

Od wyjazdu majówkowego minął już tydzień, a ja wciąż nie mogę zapomnieć słowacko-węgierskich klimatów...
Szkoda, że to co dobre zwykle szybko się kończy (może niedługo pokażę Wam kilka zdjęć z tego wyjazdu).
Trochę się opuściłam ostatnio z pisaniem, bo najpierw gorączka przed wyjazdowa, potem czas błogiego lenistwa na urlopie, a teraz odkopywanie się z zaległości...Samo życie (wiecie jak to jest).

Mam wreszcie cudną ręcznie robioną firankę w lokalu upolowaną jeszcze przed wyjazdem "na Kole" od Pani Marii. W ramach gratisu Pani Maria uszyła do kompletu cudowne prościutkie zazdrostki, które dziś odbieraliśmy od niej (jak tylko A. upora się z karniszami do zazdrostek obiecuję Wam fotkę, a najlepiej same przyjdźcie zobaczyć jak ładnie wygląda teraz okno w ploteczkarni jak będziecie w pobliżu Chmielnej 26). Bazarek na "Kole" to niezwykłe miejsce, warto je odwiedzić niekoniecznie po to żeby coś kupować, ale żeby poczuć klimat starej Warszawy.

W piątek rano odbyły się kolejne bezpłatne warsztaty dla pań leczących się onkologicznie - podopiecznych Fundacji Rak'n'Roll. Tym razem nie było dużo Pań i trochę się podłamałam czy to z powodu tego, że warsztaty były po majówce czy coś poszło nie tak z przekazywaniem informacji o warsztatach nie mam pojęcia. Może za miesiąc będzie lepiej. Jeżeli chcecie zobaczyć zdjęcia  z piątkowych warsztatów "Koralowy zawrót głowy" to zapraszam na: https://www.facebook.com/Ploteczkarnia?ref=tn_tnmn#!/media/set/?set=a.494628157276844.1073741832.295572680515727&type=3

W piątek byliśmy też z A. u mojej Asi na urodzinach w Grodzisku. Impreza cudna i jedzonko pyszne. Kupiłam dla Asi książkę Elizy Mórawskiej White plate (słodkie) i prawie zdobyłam dla mojej przyjaciółki autograf Liski ;-) (prawie bo Liska wyraziła zgodę i chęć na moje zapytanie, ale niestety najpierw przegapiłam termin warsztatów kulinarnych, później Eliza wyjeżdżała, a następnie ja miałam wizytę w szpitalu, warsztaty i wyjazd no, a po powrocie jakoś się nie udało). Trochę szkoda bo fajna byłaby niespodzianka, ale to nic bo dzięki zainspirowaniu przez Panią Matyldę (jedną z uczestniczek piątkowych warsztatów) wspięłam się na wyżyny kreatywności i napisałam dla Asi bardzo osobistą dedykację i taką z serca za co zostałam mocno wyściskana.
Asia gotuje przepysznie i aż mnie korci żeby namówić ją na organizowanie w Ploteczkarni wieczorków tematycznych z kulinarnym motywem przewodnim. Może kiedyś zrobimy coś razem.
Póki co szykuję się do kolejnych jednodniowych wizyt szpitalnych (mam w tym roku większe niż zazwyczaj problemy alergologiczne i laryngologiczne) no i do warsztatów oczywiście, a także mam w planach urodzinowy obiad (kuchnia węgierska) dla rodziny. Tak więc nadchodzący tydzień minie pracowicie :-)