niedziela, 26 maja 2013

Włoski niesmak i zupa minestrone...

Od jakiegoś czasu dosyć często odwiedzam szpital na Wołoskiej (bynajmniej nie dlatego, że to moje nowe hobby:-)) i choć długo mogłabym się rozpisywać na temat naszej służby zdrowia to nie tym razem...
Przed kolejną wizytą w szpitalu głodna jak wilk wpadłam do jedynej pobliskiej "jadłodajni" nad którą łopotała włoska flaga z nadzieją na szybki pyszny posiłek. Już na dzień dobry poczułam się jak intruz, bo zostałam zaatakowana przez kelnerkę tekstem, że brak wolnych miejsc choć jeden stolik był wolny i dopiero kiedy postanowiłam tam usiąść przyniesiono tabliczkę z napisem rezerwacja. Nie dałam się łatwo wyprosić i udało mi się dowiedzieć, że osoby z rezerwacji mają przyjść za ok. pół godz. Wynegocjowałam też  z kelnerką zupę bo to danie nie  jest zbyt czasochłonne  jeśli chodzi o podanie i konsumpcję. Do wyboru był krem z pomidorów z grzankami i minestrone. Kelnerka niespecjalnie potrafiła coś na temat tych zup powiedzieć. Dowiedziałam się, że krem z pomidorów jest gęsty, a minestrone to włoska zupa warzywna. Zdecydowałam się na tę drugą i to był mój błąd.
Czekałam na zupę prawie 10 minut i w tym czasie rozglądałam się po wnętrzu. Na mikroskopijnej powierzchni wciśnięto maksymalną ilość stolików tak, że miałam wrażenie iż czuję na karku oddech osób siedzących za mną. Przede mną  na stoliku leżało kilka niedbale rzuconych przywiędłych pomidorków i papryczek chili. Kelnerka nad głowami innych gości bez tacy przyniosła talerz z zupą (cud, że na nikogo nic nie wylała). Podano mi rzadki wrzątek rdzawego koloru w którym smętnie pływała zielona fasolka z mrożonki, marchewka pokrojona w kostkę i kilka pozbawionych  smaku przezroczysto-szarawych prostokącików (dłuższą chwilę zajęło mi domyślenie się, że to szare prostokątne to kiedyś była czerwona cebula, a swoją drogą to interesujące jak długiej obróbce termicznej trzeba poddawać czerwoną cebulę, żeby straciła kolor i smak?), a wszystko posypane starą na pół wyschniętą pożółkłą natką pietruszki). Cena tej zupy to 16 zł. Nie miałam czasu żeby się wdawać w dyskusje, ale nawet głód w tym przypadku nie pomógł bo zupa była niesmaczna. Goryczy całej sytuacji dodał fakt, że choć lokal miał podjazd dla niepełnoprawnych to skrzydło drzwi do podjazdu było zamknięte na amen. Pewnie nie zwróciłabym na to uwagi jednak siedziałam na wprost drzwi i mogłam obserwować następującą sytuację. Do lokalu próbowali wejść dziewczyna na wózku inwalidzkim z chłopakiem, który mocno się natrudził, żeby wprowadzić wózek przez drugie drzwi bez podjazdu i kiedy wreszcie im się udało pokonać barierę w postaci wysokiego stopnia wyrosła przed nimi mało sympatyczna kelnerka, która ich wyprosiła bo nie mieli rezerwacji. Dodam jeszcze, że tego dnia okropnie padał deszcz. Lokal według mnie nie zasługuje na miano restauracji ze względu na ciasnotę, fatalną, antypatyczną obsługę, która nie podała mi nawet menu, a okropna zupa "wodzianka" niczym nie przypominała aromatycznej prawdziwej włoskiej minestrone. Chwilowy brak miejsc tłumaczę kapryśną deszczową aurą. Właściciel czy kucharz podaje się za Włocha jednak chyba nie ma pojęcia jak  zupa minestrone powinna wyglądać i smakować, dlatego podaję mu link gdzie wiele może się nauczyć:
Nie podam nazwy tego miejsca, ale jednego jestem pewna nie wrócę tam i nie zaproszę tam znajomych, bo zamiast włoskiego smaku  pozostał niesmak, a szkoda!