czwartek, 15 maja 2014

Nie trzeba kupować browaru, żeby napić się piwa...

Wspominam majówkowy wyjazd i tak jakoś zatęskniło mi się do wyprowadzki na mazurską wieś. Dla mieszczucha wszelkie wiejskie klimaty wydają się "łoł", ale na dłuższą metę mogą się nie sprawdzić, bo oprócz relaksu na łonie natury, życie na wsi to ciężka praca. Wyjazd dobrze mi zrobił, nos po operacji się zregenerował, odpoczęłam, zainspirowałam się na warsztatach ceramicznych i pełna energii oraz nowych pomysłów wróciłam do Warszawy. W sobotę w ploteczkarni kreatywny wieczór panieński i warsztaty mydlarskie. Już nie mogę się doczekać tak dawno nie robiłam mydełek...
Teraz kilka fotek z majówki, zachęcam Was do odwiedzenia "Pensjonaciku pod Tulipanem"na Mazurach.

Pensjonacik Pod Tulipanem i naleśniki na śniadanie prosto z pieca.
Warsztaty w pracowni ceramicznej ze szkliwienia.
Trampolina to jest to!
Łódki, rowery, spacery....
Miejscowy zwierzyniec i nasz prywatny szczurek - przeżył ;)
Cudne kobaltowe motywy w kuchni.